Czerwony Team po przejechaniu ponad 6000 km i odwiedzeniu 15 krajów melduje się w domu. Polonez jak co roku sprawował się doskonale.. . Po drodze dwie małe awarie - na 200 m przed przełęczą Passo dello Stelvio wyczepiła się spinka gazu oraz w Serbii musieliśmy wymienić pompę paliwa. Dziekujemy naszym Darczyńcom, Organizatorom, ekipom z którymi było dane nam podróżować w szczególności załodze Skoda Zachodu za towarzystwo w doli i niedoli podczas tegorocznej trasy.
FSO Sekcja Śląsk
http://www.forum.sekcja-slask.pl/index.php
Blog załogi:
http://www.czerwonyteam.blogspot.com/
Limbowa juz w Gdyni !
7111km
15 krajów
dziekuje zwłaszcza wspaniałej Załodze
i wszystkim, którzy nam kibicowali i sledzili na gdzieonikurdesa
k
Podstawą elektryki są dobre styki !
Pokonane 4947 km uważamy za sukces. Tym bardziej, że w piątek przed wyjazdem znajomy mechanik nie wróżył nam nawet dotarcia do Katowic. Całą drogę męczyła nas jedna awaria - pęknięty układ wydechowy, który wzmagał doznania dźwiękowe przy pokonywaniu alpejskich przełęczy i doprowadził do dwóch małych pożarów.
Obszerna relacja wkrótce :)
Chopy z borewicza & Furrari F50 w piątek około godziny 21 dotarliśmy do domów. Przejechaliśmy 5436 km jadąc przez 17 państw. Samochody spisały sie bez zarzutów, ale nie obyło się bez incydentów. W polonezie otwarła sie przednia maska podczas jazdy z prędkością 110 km/h, a w fiacie odpadł migacz. Dziękujemy organizatorom, wszystkim darczyńcom którzy wsparli akcję oraz wszystkim ekipom za wspólna zabawę.
Powrót zajął 2 dni.
W pierwszy dzień 700km w 12 godzin do DREZNA.
Drugi dzień 350km do domu.
Maszyna wytrzymała, załoga również.
W 6 dni 2800km
Grzmiący Rydwan definitywnie dotarł do domu po 16 dniach od startu. Spalił ileś paliwa, ileś kilometrów przejechał. Nie wiemy ile bo zupełnie nas to nie interesowało. Za to świetnie się bawiliśmy.
Straty:
- zmielona elektryczna pompa paliwa (wymiana w nocy, na zakręcie rumuńskiej drogi piątej kategorii)
- wymiana przewodu hamulcowego elastycznego bo się śruba mocująca oczko odkręcała - założyliśmy zwykły. Zeby było ciekawiej - naprawa na wysokości ponad 1700 m. npm.
- 4 km przed słowacką granicą nie jesteśmy w stanie podjechać pod żadną górkę. Auto nie ma mocy i się dławi. Wymiana filtra paliwa i rusza z kopyta.
- następnego dnia spaliła się instalacja elektryczna do gniazd 12V dla pasażerów.
W sumie to wszystkie uszkodzenia, były irytujące w momencie wystapienia, ale wspominał je będę z rozrzewnieniem bo nie było nudno;-)
Grzmiący Rydwan, dowódca - Diesel
http://husariarally.eu/ - rajd do Gruzji - jeśli komuś mało wrażeń;-)
Cezeta też już wróciła. Miała długą przerwę, pod Salzburgiem wypięła się spinka sworznia tłoka i CZ została na przechowaniu u Austriaka. Po dowiezieniu w piątek drugich cylindrów i tłoków w sobotę wróciła do żywych, wspięła się na góreczkę i w niedzielę wróciła do domu.
W Katowicach nakleiłem na CZ taką nalepkę; "Nikt nie zawraca, każdy wraca"
A miała CZ wrócić na samochodzie :) a Tu jednak nie odpuściłeś wyjazdu na górkę :)
www.facebook.com/larumteam
Załoga Tarpaniątka w piątek późnym wieczorem wróciła do domu. W tym roku na spokojnie, skupiliśmy się głównie na zwiedzaniu Szwajcarii. Z awarii, to w dzień startu wycieki z nieprzetestowanego układu chłodzenia składanego o 3 nad ranem, powrót do garażu gdzie siedziałem do około 19, po czym dopakowanie samochodu i ruszenie w trasę około 20. Po za tym w sumie to żadnych awarii. Jedynie irytujące przeciekające uszczelki na drzwiach i oknach podczas mocnej ulewy kiedy byliśmy w okolicach Cernu.
Do zobaczenia znów za rok ;)
Edit, a zapomniałbym, była jedna awaria. Pękło dolne mocowanie alternatora od drgań, po tym jak się wykręciła jedna śruba z górnej łapy, ale ogarnąłem na kempingu i tak wróciliśmy do kraju. Do tego zgubiliśmy dwie śruby z rozrusznika. W sumie to tutaj powinienem
podziękować .... no i właśnie nie pamiętam nazwy ekipy, za śruby którymi poratowali. Dzięki jeszcze raz !
"Nie bój się, że twoje życie się skończy - bój się, że nigdy się nie zacznie..."
Skodzitsu w poniedziałek (24.08.) w nocy wróciło cało po przejechaniu 10 krajów w 10 dni. Zrobiliśmy około 4000km.
Po drodze pomogliśmy naprawić 3 samochody (w tym jeden chorwacki, za co balowaliśmy z przemiłymi Chorwatami do 5 rano), sami mieliśmy 3 usterki: 1. w Wiedniu stopiła się wtyczka od lodówki - zalutowaliśmy nową, 2. w czasie powrotu odkryliśmy, że jeden z kloszy przednich reflektorów dostał kamieniem (lub wiatrówką) i ma dziurę - czeka na wymianę, 3. przy powrocie na parkingu w Czechach zauważyliśmy, że przepaliła nam się żarówka z tyłu :)
Poza tym spaliśmy pod mostami, w krzakach i było mega fajnie :)
www.facebook.com/skodzitsu
www.venioo.blogspot.com
Skoda Favorit
My również wróciliśmy tydzień temu, Forman prawie bez awarii (pęknięta szyba czołowa i trochę wody z chłodnicy dostało się do silnika), zaliczone Złombol, Wenecja, Chorwacja, Budapeszt i Praga. Prawie całą trasę jechaliśmy z załogą Trampolota i gdyby nie ich Trabant to byłoby nudno: rozrusznik niedziałający od początku, urwany wydech (załatany puszką po piwie, ale i tak ryczał jak smok), szwankujący układ paliwowy, niewydolny układ chłodzenia (trzy razy się zagotował), itd... Ale pod Stelvio podjechał bez problemów i wrócił o własnych siłach, w drodze powrotnej nawet się nie psuł :) A my planujemy niedługo zabrać się za Żuka aby wystartować nim w przyszłym roku. Rdzawą Skodę również będzie można jeszcze spotkać na Złombolu, bo jeden z naszych załogantów planuje zmontować do niej swoją ekipę - czas pokaże co z tego wyjdzie ;)
Właściwie to już myśleliśmy o lawecie na trzecim etapie po 8 godz. szukania przyczyny usterki (nałożyły się trzy na siebie) :( Kolejne ekipy podjeżdżały i rozkładały ręce :side: W końcu podjechał Maciek zawrócił jeszcze Emila i jeszcze jednego Żuka. Emil kopnął nas w d..ę i zaczęliśmy od początku :evil: Po kolejnych 2,5 godz ruszyliśmy w Alpy z grubą dziurą w gazie :woohoo: I tak zrobiliśmy 3168 km. zaliczona meta i Stelvio a potem relaks w Chorwacji i nad Balatonem. DALIŚMY RADĘ !!! :) :) :)
Włóczykije dotarły do domu w niedziele 30.08, po przejechaniu 4153 km.
Usterki jakie nas spotkały to czysta kosmetyka; licznik,kolektywna praca kierunkowskazów z długimi oraz wiatrak chłodnicy (oczywiście był drugi :lol: ) Dziękujemy Darczyńcom, Organizatorom oraz wszystkim ekipom za wspólną przygodę. Szczególne pozdrowienia i GRATULACJE dla Ekipy ze Sputnika ;)
Miśki tak samo szczęśliwie do domku wyszło 3100km pozdrawiamy


