Przyczyny niedojechania do mety Złombola.
_________________________________________
Poruszę wrażliwy temat, może dla niektórych nawet przykry.
Myślę, że ci, którzy nie dojechali nie obrażą się a wręcz odwrotnie - wypowiedzą się tu i pomogą swoim doświadczeniem dojechać w przyszłości zarówno sobie jak i innym uczestnikom rajdu.
Taka to idea Złombola - POMAGANIE.
Piszcie więc krótko i na temat
-co się stało, że zakończyłeś przed czasem
-gdzie zakończyłeś wycieczkę
-jak poradziłeś sobie z wynikłymi problemami
-czy zabrałeś swojego Złomka do domu
-czy sprawiało Ci to radość czy zakłopotanie
-etc. - taka mała spowiedź, choć bez żadnego przymusu
jak z resztą wszystko na Złombolu. :dry:
Analizując zapisy tras ze ZłomkaGo widać, że niektóre ekipy już na początku borykały się z problemami z przemieszczaniem się na południe.
I tym większy dla nich szacun, że dawali radę, że nie odpuszczali od razu, że sukcesem i radością było nawet samo wystartowanie i zebranie kasy od Darczyńców dla dzieciaków...
Niektórym padło auto lub jak to w naszych furkach brakowało MOCY, niektórym padał deszcz i wiał w oczy wiatr, niektórzy mieli problemy w zespole, zbrakło im kasy, zgrania, determinacji, konserw czy czterolistnej koniczyny...
Zachęcam do dzielenia się złombolowymi rozterkami bo do 1-go stycznia sporo czasu a w garażach najprawdopodobniej zawitała dziś zima.
--- --- ---
Moja osobista bolączka w tym roku to to, że nie udało się osiągnąć drugiego brzegu Morza Śródziemnego i wyznaczonej tam mety, choć bardzo chciałem ale ekipa była na wskroś, więc nie zabiorę ich już jeśli przed wyjazdem nie będziemy mieć wspólnie ustalonych celów. -Ot, takie przemyślenie i wskazówka do ustalenia, jakie są priorytety na wyjeździe.
{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{ {{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{
Dojechaliśmy do mety :P Nie dojechaliśmy z powrotem do domu :evil:
Wszystkie awarie były konsekwencjom awarii silnika 3 tygodnie przed złombolem.
Wymiana na szybko, błędy przy tym popełnione i brak czasu na testy wyszły po drodze. Głownie problemy z układem zapłonowym i instalacją gazową.
Auto padło w Chioggi niedaleko Wenecji ok 970 km od domu. Istniało bardzo duże prawdopodobieństwo że go odpalimy i pojedziemy dalej ale na przekór większości załogi postanowiłem że dzwonimy po lawetę. Dziś zgodnie uznajemy ze była to dobra decyzja ale wtedy skończył się to lekka awanturą ;)
Czemu nie walczyliśmy? Bo od 2 dni żuk gasł w losowych momentach, najczęściej na środku skrzyżowań :) Bo odpalenie go po noclegu wiązało sie z godzinnymi próbami. Bo lał deszcz, do kempingu było 500m i perspektywa pchania go a potem rozbijania namiotu w deszczu po czym kolejna naprawa już było ponad moje wyobrażenie wakacji. I przede wszystkim bo nie musieliśmy! Bo po tym co przeszliśmy przed samym startem każdy kilometr był sukcesem. A przejechaliśmy ok 4,5kkm! Bez testów, z jednym mechanikiem-hobbysta na pokładzie! Udowodniliśmy sobie ze możemy naprawdę dużo, nikomu innemu nie musimy B)
Gdy PZU się wreszcie ogarnęło dostaliśmy 2 pokoje w hotelu. Wreszcie odpoczęliśmy jak ludzie. Następnego dnia wieczorem była laweta która zabrała żuka a nam przywiozła mazdę którą wróciliśmy do domu. Jeszcze zanim odjechała oddaliśmy innemu żukowi niepotrzebne już nam uszczelki.
Wiem ze ortodoksi powiedzą ż wstyd że odpuściliśmy że robi się tak dopiero jak pęka blok albo auto w 90% jest spalone. I mam to głęboko w dupie bo dla nas są to przede wszystkim wakacje. Także w tym roku były wakacje z przygodami w trakcie i z wygodami na koniec :)
http://czarnyjastrzab.blogspot.com/
Zostań przyjacielem Żuka :)
facebook.com/Zuk.Czarny.Jastrzab
Fajnie że dociągliście do tego tysiąca które gwarantuje PZU,że wszystko dalej dobrze się potoczyło,co do tej lawety to Wasza decyzja i nic tu dodać.
na przekór większości załogi postanowiłem że dzwonimy po lawetę
Prawo kapitana. I jak sam napisałeś
Dziś zgodnie uznajemy ze była to dobra decyzja
Tym bardziej, że na metę dojechaliście, a w mojej opinii priorytet w drodze powrotnej to bezpiecznie doprowadzić auto do bazy. Oklaski ode mnie kliknięte :)
Puk, puk...
Kto tam?
Panewka i uszczelka
My również nie dojechaliśmy do domu o własnych siłach, chociaż udało się zrobić ponad 6000km bez większych problemów, co i tak cieszy :) Wysypaliśmy się 50km przed polską granicą, najprawdopodobniej zatarty wał na panewce, ale jeszcze nie wiadomo.. poniekąd może być moja wina, mogłem częściej sprawdzać stan oleju. Udałoby się dojechać do polski, ale zważywszy na to, że reszta załogi przez ostatnie dni nalegała na szybki powrót, a ja mając niedosyt wrażeń kazałem się zawieźć do piwnej fontanny w Zalcu, żeby nie mieć wrażenia dni spędzonych tylko na jeździe, przez co nadrobiliśmy jakieś 100km ;) Rzecz stała się niestety o 2 w nocy na autostradzie. Kolega mimo moich kilkukrotnych nie ogarnął do końca assistance, więc musieliśmy pchać auto 4km do najbliższej stacji, jechać do domu pociągiem i wrócić wypożyczoną lawetą po auto. Trochę to kosztowało, ale tragedii nie ma. Jest za to nauczka, że jeśli chcesz żeby coś było zrobione dobrze to zajmij się tym sam :)
W tym temacie póki co nikt mi nie podskoczy :evil:
Więc napisz kilka słów na ten temat, jeśli masz ochotę,
bo jesteś znakomitym przykładem jak wyciągać wnioski.
A to, że Barkas widziany w SanVito Lo Capo, najlepiej o tym świadczy.
{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{ {{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{{
W moim przypadku to było zbyt duże zaufanie do mechanika (były "kumpel" i były złombolowiec). Mam swapa z passata i zostało poczynionych wiele błędów, które wyszły na trasie i do Lloret i w Alpach. Musiałem je wszystkie po kolei eleminować niestety metodą prób i błędów. Tyle, że błędy wychodziły podczas Złombola. W drodze do Lloret padł nam komputer bo ktoś w nim grzebał a ja otym nie wiedziałem, teraz więc mam 2 ze sobą plus cewkę i czujnik położenia wału. W alpach grzał się pomimo większej chłodnicy. Okazało się , że za dwururką na wydechu była zwężka, jakiś mądry człowiek wspawał łączenie z resztą wydechu tak, że średnica była o połowę mniejsza niż reszta a reszta i tak miała zbyt małą średnicę. Passat ma wydech 50 mm a było chyba z 35. Dodatkowo odkryłem , że na dorobionym dolocie "kolega" włożył do każdej rury z kolektora ssącego grubościenną rurkę z PVC znacznie zmniejszając przekrój. Silnik się dławił bo był przytkany z przodu i z tyłu. Dzięki temu ugotowaliśmy silnik i zabrakło 10 km do Passo dello Stelvio i 7h wracaliśmy 70 km nad Como. Wymieniłem cały wydech i dolot i auto odżyło i temperatura trzymała się normy. Podstawą jest wszystko dokładnie sprawdzić i jeździć jak najwięcej żeby wszystko co złe wylazło przed rajdem. Dla klasyków, mam na myśli auta bez poważnych przeróbek to w zasadzie sprawa jest prosta. Wymienić wszystko co konieczne, przejrzeć dosłownie wszystko i zabrać ze sobą żelazną rację części typu alternator, paski, chłodnicę, termostat, jakieś uszczelki, silikon,płyn hamulcowy, OLEJ i trytrytki oczywiście. Ja w tym roku miałem wymieniony silnik ze skrzynią i nowym sprzęgłem a i tak się rozdymił po drodze. Chodziło mi po głowie żeby zajrzeć do silnika przed trasą ale jakoś odpuściłem, pomyślałem BĘDZIE DOBRZE. BŁĄD! Jak masz jakąś wątpliwość to rozbieraj i się upewnij. Obecnie mam już założoną nową głowicę i pierścienie i dymka nie puści. Miałem problem z wysuwającą się z przegubu zewnętrznego prawą półosią. Okazało się, że po pierwsze primo zabezpieczenie było założone stare chociaż kupowałem nowe z przegubami i półoś jest za krótka. Na szczęście wypadała tylko na parkingach przy manewrowaniu i przy maksymalnym skręcie w prawo. Przed Wenecją wymieniłem zabezpieczenie i był spokój, jednak zamierzam to naprawiać. I tak muszę wymienić oba przeguby z tej strony bo się prawie rozleciały.
Wiadomo, że zawsze może się coś zepsuć ale niech to będą pierdoły a grube rzeczy trzeba mieć sprawne na 100 %.
Więc napisz kilka słów na ten temat, jeśli masz ochotę,
bo jesteś znakomitym przykładem jak wyciągać wnioski.
A to, że Barkas widziany w SanVito Lo Capo, najlepiej o tym świadczy.
Fota super, Barkas w doborowym towarzystwie. Trampek za nami to nasz Anioł Stróż, wielkie dzięki im za to. Jeśli ma Ktoś foty czy filmiki z Barkasem w tle to proszę o przesłanie, jeśli to możliwe oczywiście. Z góry dziękuję.
Dodam, że za 1 razem wracaliśmy na lawecie bez assistance. Kumpel , który akurat wrócił z Holandii i nie miał nic lepszego do roboty po nas przyjechał a za 2 razem mieliśmy assistance z PZU
Ala montana, a tak się wydawała ekipa zgrana, jak siedzieliśmy wieczorkiem na kempingu w Modenie. Nie wyglądało, że jesteście niedogadani co do celu.
Zgrana ekipa to rzadkość
opowiem Wam , jak to jest 6 razy dojechać do mety i wrócić ..
sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać ( pisałem o tym w Poradniku dla nowych załóg ), choć jak ktoś idzie na żywioł tez ma szanse ..
w tym roku doświadczyłem jednak czegoś innego; cała załoga traktuje mnie jak co najmniej Mc Gywera, że na pewno dojadę , coś wymyśle, wykombinuję , naprawię i bedzie dobrze ..
o mały włos nie popłynęliśmy do Tunezji, bo nie zgodziłem się kupić biletów na prom jeszcze w domu, kilka miesięcy na przód,
a w Palermo nie było to takie łatwe !
Broniłem swojej decyzji , że nie chciałem ryzykować prawie 500E , bo mogliśmy nie dojechać ....
- A ILE RAZY NIE DOJECHALIŚMY ??!! - z wyrzutem odparł mój syn
Podstawą elektryki są dobre styki !
