× Tu możecie pogadać o innych tematach, umówić się na spotkania, wspólne wyjazdy, noclegi przed startem, szukać osób do uzupełnienia Waszej ekipy, sprzedawać auta, kupować teile,.....

coś śmiesznego ...

Więcej
2014/01/26 11:28 #15966 przez Załoga Tarpaniątka

Załoga Tarpaniątka odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Zemsta Krecika napisał: Odświeżam temat bo pojawiają się nowe wątki a całkiem niepotrzebnie :unsure:


Mam nadzieję, że niedługo zrobi się tu odrobinę porządku, bo burdel już się robi taki, że problem znaleźć tematy z edycji 2012 w której były pełne opisy jak się przygotować do wyjazdu w zależności od samochodu.

"Nie bój się, że twoje życie się skończy - bój się, że nigdy się nie zacznie..."

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/01/26 12:34 - 2014/01/26 12:35 #15977 przez Zemsta Krecika

Zemsta Krecika odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Co zrobić skoro łatwiej jest założyć nowy wątek niż odgrzebać stary a zakładka "szukaj" zarosła kurzem od nieużywania :(
Ostatnio zmieniany: 2014/01/26 12:35 przez Zemsta Krecika.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/01/26 12:45 #15978 przez LIMBOWA najlepsza ulica w Gdyni

LIMBOWA najlepsza ulica w Gdyni odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

I to jest właśnie śmieszne ...
teraz to juz nawet na prv nie piszą, tylko zakładają nowy temat i piszą do konkretnego kolegi, tak żeby wszyscy mogli czytać .... :woohoo:

Podstawą elektryki są dobre styki !

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/01/26 13:50 #15983 przez Załoga Tarpaniątka

Załoga Tarpaniątka odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Ee, ja tam na PW nie narzekam ostatnimi czasy :P

"Nie bój się, że twoje życie się skończy - bój się, że nigdy się nie zacznie..."

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/02/05 11:05 #16305 przez LIMBOWA najlepsza ulica w Gdyni

LIMBOWA najlepsza ulica w Gdyni odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Z książki Moje Lata w Top Gear by Clarkson :P

FSO Polonez

Nie wątpię, że krew was zalewa, gdy każdego dnia rano listonosz Pat wypełnia wasz korytarz niechcianą korespondencją. Wcale nie chcecie wygrać suszarki bębnowej, nie potrzebujecie karty American Express i prędzej kupilibyście jakąś gazetkę porno niż „Reader’s Digest”.

Ale zastanówcie się przez moment, jak wyglądałoby wasze życie, gdybyście musieli czytać wszystko, co listonosz wrzuci wam przez szparę w drzwiach. Wyobraźcie sobie, że bylibyście zmuszeni do otwierania kopert z wyciągami bankowymi i rachunkami, zamiast po prostu przepuścić je przez niszczarkę do dokumentów.

No cóż, coś takiego odbywa się co dzień rano w siedzibie brytyjskiej telewizji. Codziennie muszę bowiem pozbierać wszystkie śmieci, które listonosz Pat zostawia na mojej wycieraczce, a następnie je przeczytać.

Mam tu na myśli komunikaty prasowe światowych producentów samochodów – opasłe tomy, które redefiniują pojęcie nudy. Nużą bardziej niż powieści Jane Austen i posiedzenia rady parafialnej.

W zeszłym tygodniu Nissan zmienił osłonę chłodnicy (czy coś w tym rodzaju) w modelu Micra i biedny Pat mało nie nabawił się przepukliny, taszcząc poświęcone temu wydarzeniu materiały prasowe na podjazd przed moim domem. Było to siedemnaście stron, których zawartość można by streścić w jednym zdaniu: „Trochę zmieniliśmy Micrę”.

Dziś jednak, między encyklopedycznych rozmiarów woluminem, poświęconym nowemu silnikowi Corsy, a egzaltowaną diatrybą na temat nowego Hyundaia Lantry w wersji kombi, natrafiłem na coś, co sprawiło, że stanąłem jak wryty.

FSO wciąż żyje. Polskiemu producentowi samochodów udało się przetrwać transformację od komunizmu do Lecha, a potem z powrotem do komunizmu. Co więcej, ich samochody są nadal importowane do Wielkiej Brytanii. O nie.

W dalszym ciągu twierdzę, że najgorszym samochodem wszech czasów pozostaje Nissan Sunny. Ten wóz nie miał kompletnie niczego na swoją obronę: nie było w nim ani jednego elementu, który byłby lepszy bądź tańszy niż w innych samochodach. Ale najgorszym samochodem świata pod względem wrażeń z jazdy jest FSO Polonez.

Ma on jednak coś na swoją obronę – jest tani. Musi taki być, ponieważ jest samochodem, który tak naprawdę wcale samochodem nie jest. To rodzaj pudła, pod którym nieuważny nabywca odkryje traktor z lat czterdziestych XX wieku.

Sam wygląd Poloneza wystarczy, by zrazić do niego większość ludzi. Z drugiej strony, jedyną konkurencję stanowiły dla niego Wartburg oraz Trabant, a przecież żaden z tych wozów nie pojawi się w książce Piękne samochody Jeremy’ego Clarksona.

Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, jak okropnie jeździ się tym naprawdę wstrętnym samochodem; w jednej chwili nie możecie wyjść z podziwu, że tak wysoko potrafi odbijać się od ziemi, a w następnej stwierdzacie, iż jego układ kierowniczy nie działa, bo przednie koła zostały wypełnione betonem.

Gdyby to Karl Benz wynalazł silnik Poloneza, z pewnością dałby sobie spokój z całą koncepcją wewnętrznego spalania. Hałas tego silnika płoszy ptaki, a zużycie paliwa osiąga poziom, który odpowiada danym z dokumentacji technicznej lokomotywy spalinowej InterCity 125.

Ostatni raz jechałem Polonezem rok temu. Była to taksówka, która zepsuła się w tunelu prowadzącym na lotnisko Heathrow. Wdałem się wówczas w kłótnię z grubym taksówkarzem, ponieważ stanowczo odmówiłem zapłacenia za kurs.

Od czasu tamtego długiego, odbytego w oparach spalin spaceru do terminalu nie słyszałem już ani słowa o tym pryszczu na tyłku motoryzacji. Aż do teraz. Wygląda na to, że FSO zaczęło produkować nowy samochód o nazwie Caro, któremu udało się odnieść w Wielkiej Brytanii pewien sukces. W minionym roku sprzedano ich u nas czterysta osiemdziesiąt sztuk. Przypuszczam jednak, że właściciele Caro wyjeżdżają na drogi wyłącznie po zmroku – bo na pewno żadnego z tych wozów nigdy nie widziałem.

Jestem przekonany, że Polonez Caro to maszyna, która woła o pomstę do nieba, ale jednego nie można jej odmówić. Kosztuje 4527 funtów, więc jest tania.

Poza tym Caro już teraz można zamówić z wysokoprężnym silnikiem Citroëna o pojemności 1,9 litra, a w przyszłości samochód zostanie dodatkowo wyposażony we wspomaganie kierownicy firmy ZF oraz układ hamulcowy firmy Lucas. Kiedy to nastąpi, Polonez ma szansę stać się przynajmniej w połowie przyzwoitym samochodem, ale jestem pewny, że te ulepszenia spowodują wzrost jego ceny.

FSO będzie więc miało do zaoferowania połowicznie przyzwoity samochód za nieprzyzwoitą cenę. Tyle tylko, że tak naprawdę wcale go nie zaoferują, bo w otrzymanych przeze mnie materiałach prasowych znalazłem informację o przejęciu dziesięciu procent udziałów w FSO przez Daewoo. A w ciągu kolejnych pięciu lub sześciu lat udział koreańskiej firmy ma wzrosnąć do siedemdziesięciu procent.

Pomysł jest prosty.

Daewoo będzie wysyłać części starych Astr i Cavalierów z Korei do Polski, gdzie skleci się je w nijaki, ale za to tani przykład na to, co stanie się z motoryzacją w nadchodzącym tysiącleciu.

Widzieliśmy to już, oczywiście, na przykładzie Vauxhalla. Koniec z szybkimi wozami. Czas na ptaszki na drzewach i ludzi dojeżdżających do pracy Vectrami. Boże, miej nas w swojej opiece.

marzec 1996 :evil:

Podstawą elektryki są dobre styki !

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/02/06 16:30 #16335 przez Semtox

Semtox odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Skoro wspomniany został już J. Clarkson i jego ostatnia książka to:

Trabant

Podczas gdy wszyscy Europejczycy, jak kontynent długi i szeroki, bledną na najmniejszą nawet wzmiankę o wspólnej walucie, obawiając się, że jej wprowadzenie zmieni nas w gigantyczną amorficzną plamę, ja zdołałem w końcu znaleźć jedną rzecz, która całą Europę bezdyskusyjnie jednoczy. Możemy mówić rozmaitymi językami, jeść przeróżne potrawy, nocami oddawać się zróżnicowanym perwersjom i hodować rozliczne rasy psów, ale uwierzcie mi, że lokalna impreza samochodowa w Zwickau wygląda dokładnie tak samo jak dowolna inna lokalna impreza samochodowa, w której zdarzyło się wam uczestniczyć.

Wszędzie spotkacie jednakowo wyglądających facetów w spranych dżinsach, snujących się w poszukiwaniu rzeczy, których kupna z pewnością nie pochwaliłyby ich żony: fragmentów kierownic, nakładek na tylne światła, hamburgerów z prionami choroby Creutzfeldta-Jakoba. Wszędzie usłyszycie z głośników tak samo niezrozumiałe komunikaty i wszędzie natkniecie się na jednakowo znudzone dziewczyny w dalece niestosownych strojach.

Zwickau leży na terenie byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej – demokratycznej oczywiście tylko z nazwy, bo żadnej demokracji tam nie było. Była tam za to – ulokowana na obrzeżach tego pięknego, starego miasteczka – nikomu niepotrzebna fabryka, w której produkowano Trabanty.

Kiedy upadł mur berliński, podjęto działania na rzecz oczyszczenia dróg z tych małych, beznadziejnych samochodzików, mogących się poszczycić dwusuwowymi silniczkami o mocy 26 koni oraz poziomem bezpieczeństwa wołającym o pomstę do nieba.

Sytuacja nie wyglądała jeszcze tak tragicznie, dopóki wszyscy jeździli Trabantami. Niestety, w zjednoczonych Niemczech posiadaczom Trabantów przyszło dzielić drogi z Audi, a takie połączenie okazało się równie fatalne w skutkach, co zmieszanie Baileysa z sokiem z limonki. Być może pamiętacie, jak w 1995 roku cała wschodnioniemiecka rodzina podróżująca Trabantem zginęła w wyniku zderzenia z Audi A8. A co stało się z kierowcą Audi? Pojechał do domu samochodem z pękniętą atrapą chłodnicy.

Trabanty nie pasowały również do niemieckiej filozofii ochrony środowiska. Wykonałem w pamięci kilka obliczeń i okazuje się, że Mercedes klasy S musi przejechać aż pięćdziesiąt kilometrów, by wyemitować taką ilość toksycznych substancji, jaką Trabant wykrztusza z siebie zaledwie w ciągu trzech sekund.

Jedyna zaleta tego komunistycznego starorzecza zalewanego nurtem rzeki kapitalizmu polegała na tym, że można było z satysfakcją oglądać, jak z jego powodu cierpi Partia Zielonych. „Trabi” powinien był odejść, ale taka decyzja zostałaby odebrana jako przejaw arogancji Zachodu. Zachód nie mógł odebrać biedakom ze wschodnich Niemiec ich czterech kółek, choćby nawet były zabójcze dla naszej planety.

Chwila moment, Trabant miał przecież jeszcze jedną zaletę! Dzięki niemu narodził się pierwszy niemiecki dowcip, w którym nie było mowy o kupie. W pewnej gazecie opublikowano komiks, w którym sprzedawca Trabantów puka do czyichś drzwi ze słowami: „Przyjechał wasz samochód!”.

Nie łapiecie?

No cóż, kiedy stał jeszcze mur berliński, na nowego Trabanta trzeba było czekać dwadzieścia lat. A samochód z komiksu dostarczany jest na długo po upadku muru.

Tak czy inaczej, dwanaście lat po likwidacji Checkpoint Charlie, kiedy większość Trabantów zdążyła już odejść w niebyt, zaczyna rodzić się nowy ruch, tym razem na rzecz zachowania kilku „Trabich” dla przyszłych pokoleń. I stąd też impreza samochodowa w Zwickau.

Nie przejmując się w najmniejszym stopniu tym, że moje zachowanie może być uznane za przejaw zachodniej arogancji, wparowałem tam Jaguarem E-Type’em Mark I. Z opuszczonym dachem. I płytą Dido w odtwarzaczu CD. Nikt nie zwrócił na mnie uwagi.

A to dlatego, że zaparkowałem obok najdłuższego samochodu, jaki kiedykolwiek widziałem. Wydaje mi się, że jego właściciel przebąkiwał coś o piętnastu metrach. Chociaż równie dobrze mógł dyktować mi przepis swojej matki na deser Alaska.

Moje myśli znacznie bardziej zaprzątał fakt, że właśnie zaczynałem tonąć. To powszechnie znana prawda, że bez względu na panującą akurat pogodę, teren każdej samochodowej imprezy niezmiennie przypomina grzęzawisko. Nie inaczej było w Zwickau. Do tego dochodził jeszcze problem cebuli. Wokół rozstawiono stragany, na których sprzedawano pizzę, piwo i hot dogi, a poza tym piwo i jeszcze więcej piwa. Ale wszystko i tak przenikał jeden dominujący zapach – zapach spowijający każdą samochodową imprezę od Portugalii aż po Bałtyk. Zapach smażonej cebuli.

Panował tam również muzyczny zamęt. Sprawnego Trabanta można obecnie kupić już za równowartość trzydziestu funtów, co sprawia, że są one bardzo popularne wśród młodych ludzi, którzy następnie wydają trzydzieści tysięcy funtów na sprzęt audio, będący w stanie wyrwać drzwi z policyjnego radiowozu, i to z odległości czterystu kroków.

Dominującym dźwiękiem w trakcie imprezy samochodowej w Zwickau była zatem pulsująca kakofonia basów. Organizatorzy wiedzieli, że tak będzie – po co w takim razie puszczali muzykę przez megafony?

Zaserwowano nam tradycyjny zestaw. Zaczęliśmy od Scorpionsów, a potem przyszedł czas na Briana Adamsa, Toto, Europe i wszystko, dzięki czemu DJ mógł przez chwilę poczuć się tak, jakby pracował dla jakiejś okropnej softrockowej stacji z Zachodniego Wybrzeża.

I tak niczego nie słyszymy, kretynie! Twoje wątłe megafony nie dają rady Trabantowi pikapowi, przerobionemu na gigantyczny subwoofer!

Lista rzeczy, które można zrobić z Trabantem, jest doprawdy zadziwiająca. Znalazłem na przykład egzemplarz z szesnastozaworowym silnikiem Volkswagena; w innym z kolei podkręcono dwusuwowy silniczek tak, by rozwijał moc 68 koni. Spotkałem również ubogiego krewnego Michaela Schumachera – idiotę, który próbował upodobnić swojego Trabanta do bolidu Formuły 1. Z opłakanym skutkiem.

Ale i tak nikt z uczestników zlotu nie mógł się powstrzymać od robienia mu zdjęć.

Gdziekolwiek bym nie poszedł, maczetą torując sobie drogę przez gąszcz cebuli i basów, wszędzie powtarzało się to samo. Zewsząd słyszałem, że te naprawdę najlepsze wozy niestety nie zdołały dotrzeć na miejsce. Przywiodło mi to na myśl kraby z Wyspy Bożego Narodzenia. Miliony tych zwierząt wyruszają ku obszarom rozrodu, ale wędrówkę przetrwają tylko najsilniejsze.

To trochę tak jak z ustrojami. Ludzie spróbowali komunizmu, ale nie przetrwał zbyt długo. I tak samo powinno się stać z samochodami, które spłodził. Rozwiązanie jest proste. Jednego Trabanta trzeba wstawić do muzeum, a resztę – rozstrzelać.

sierpień 2001

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/02/09 09:38 #16374 przez LIMBOWA najlepsza ulica w Gdyni

LIMBOWA najlepsza ulica w Gdyni odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

myślałem to w kategorii Jakie auto na ZŁOMBOL...


Podstawą elektryki są dobre styki !

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/02/10 12:49 #16401 przez szajsung486

szajsung486 odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/02/10 17:16 - 2014/02/10 17:17 #16405 przez yourij

yourij odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

szajsung486 napisał: [...]

wy się chyba znacie ze szkoły spamu, co ?
zlombol.pl/pl/forum-124/user/1723-cezar486.html

+48 505 230 876
dEfekt Motyla
Ostatnio zmieniany: 2014/02/10 17:17 przez yourij.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/03/11 09:13 #17053 przez chopy z borewicza

chopy z borewicza odpowiedział w temacie: coś śmiesznego ...

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

zlombol akcja 001
zlombol akcja 002
zlombol akcja 003
zlombol akcja 004
zlombol akcja 005
zlombol akcja 006
zlombol akcja 007
zlombol akcja 008