Zaznacz stronę

Złombol od początku był przygodą.

Zaczął się od grzebania w silnikach maluchów i spotkań towarzyskich w garażu. W każdym z nas była potrzeba oderwania się od codzienności, ubrudzenia smarem i spędzenia czasu z przyjaciółmi. Z czystej ciekawości potrafiliśmy godzinami rozmontowywać złomy, robić przeszczepy części czy całych silników. Eksperymentowaliśmy potem jak wiele i jak długo potrafią te auta znieść. Ogromnym zdziwieniem było dla nas, że mimo rdzy, słabej konstrukcji i często braku kilku śrub nic nie stało na przeszkodzie, żeby godzinami jeździć nimi po przygotowanym przez nas torze. Kiedy trzeba było coś dospawać zapychaliśmy malucha do garażu i w naszej głowie zaczynały tworzyć się  różnego rodzaju pomysły na rozwinięcie nowego hobby. Było tego wiele. Od stworzenia limuzyny poprzez przyspawanie kilku maluchów do siebie, wersje cabrio lub włożenie innego silnika pod maskę. Nudno jednak by było robić to wszystko na zamkniętej przestrzeni i nie pokazać nikomu naszych wymysłów. Mijały kolejne dni, a wraz z nimi rósł zachwyt nad samochodami rodem z PRL…

Pierwszy ZŁOMBOL

Dawno temu, bo w 2007 roku trójka znajomych porwała się z motyką na słońce i stworzyła akcję charytatywną jeżdżąc po świecie starymi złomami. Nie chcemy z tego żadnych pieniędzy – zależy nam jedynie na własnej satysfakcji z działania, czerpania radości z motywowania ludzi do podróżowania i współdziałania w słusznym celu, Naszym paliwem i „wypłatą” jest radość dzieci, a właściwie nazywając rzeczy po imieniu euforia jakiej doznają przy otrzymywaniu darów.

Marcin Tetzlaff, kupił Fiata 125 P od pierwszego właściciela i obiecał mu, że przeżyje nim niezapomniane chwile. Wtedy nie było już wyboru, trzeba było wyruszyć nim w świat i połączyć to z dobrym uczynkiem. Ten zakup okazał się prawdziwym paliwem do działania – będziemy zbierać pieniądze na Śląskie domy dziecka i kupować dzieciom tylko najlepsze zabawki z górnych półek. Zaczęliśmy od wyboru trasy, która początkowo miała prowadzić po Polsce. Po namyśle stwierdziliśmy, że w rok 2007 tego typu samochody zostaną niezauważone i ciężko będzie je wyeksponować. Jest jednak takie miejsce na świecie, luksusowe i kameralne, gdzie nasze samochody przyciągną uwagę – Monaco, a dokładniej parking pod pięknym kasyno Monte Carlo. Niespełna 3 dni później Jan Badura kupił Trabanta kombi, a z początkiem października 2007 w dwa auta wyruszyliśmy w pierwszą podróż złomami na podbój Europy. Martyna Kinderman starała się nagłośnić sprawę i wymyślić reguły. Wspólnymi siłami udało nam się zebrać 14 tysięcy złotych na prezenty dla dzieci z domów dziecka i to otworzyło nam oczy na potrzeby placówek

Kolejne lata

W 2008 (13 aut) ponownie wyruszyliśmy do Monako. Wtedy pomysłem było aby jeździć tam co rok, ale ta trasa straciła urok po dwukrotnym przejechaniu. Nie przyszło nam wtedy do głowy żeby odpuścić, a jedyne kłębiące się myśli jakie się pojawiły dotyczyły kolejnych tras i wyzwań.

Kierunki naszych podróży wymyślamy sami, a mamy słabość do Skandynawii, zatem w 2009 (21 aut) celem było Koło Podbiegunowe. Komary nie dawały nam spokoju, a depresja rosła z dnia na dzień przy białych nocach, ale widoki wynagrodziły wszelkie trudy podróży.

W 2010 wystartowało 109 aut, ale zgłosiło się ponad 200 – to był prawdziwy szok, nie wiedzieliśmy czy płakać czy się śmiać. Egzotyczny kierunek, jakim jest Azja, Stambuł i przejechanie mostu łączącego dwa kontynenty zrobiło swoje, ale my zupełnie nie byliśmy na to przygotowani. Drukowanie naklejek, przyjmowanie zgłoszeń, wszystkie pytania od uczestników…  to wszystko tworzone było na „wariackich papierach” bez większej wprawy i wiedzy!

Byliśmy przekonani, że to było jednorazowe. Dlatego wymyślając Loch Ness w 2011 (129 aut) nie braliśmy pod uwagę powtórki z poprzedniego roku! Tymczasem 2012 okazał się jeszcze liczniejszy (197 aut). Następny kierunek Archaia Olimpia na pewno przyciągnie wiele osób, ale zainteresowanie kiedyś spadnie…prawda? Dlatego w 2013 (157 aut) wydawało nam się, że nadszedł ten czas. Będzie nas coraz mniej i mniej… Ale okazało się, że większość po prostu chce odpocząć w ciepłych krajach w wakacje, a nie jechać na Nordkapp. „Przecież tam nic nie ma po drodze. Z Świętego Mikołaja wyrosłem!” – mówili. Nic bardziej mylnego. To nasz osobisty faworyt! Tak pięknie i dziko jak tam nie było nawet w 2009 na Kole Podbiegunowym, a od kilku lat (pisząc to w 2023 wiem co mówię) co rok padają pytania i prośby o wybranie Skandynawii na kolejną mete. W 2014 (342 aut) Złombol jadąc do Lloret de Mar oraz w 2015 edycja prowadząca na Passo dello Stelvio zgromadził olbrzymie środki, które podwoiły dotychczasowe wpływy na konto.

Pierwszy MILION

Akcje Złombol z roku na rok przyciągają coraz więcej zainteresowanych czego może dowodzić 510 aut zgłoszonych na Afrykańską jubileuszową edycję w 2016 roku oraz pozyskanie ponad 1 000 000,00 złotych na zakupy rzeczy dla dzieci z domów dziecka.

Sposób naszych działań w domach dziecka MUSIAŁ zmieniać się właściwie co rok – ewoluował! Początkowo kwoty pozwalały na zakup kilku drobnych rzeczy dla jednej placówki, następnie zaczęliśmy pojawiać się w kilku domach dziecka w jednym roku, a w późniejszym okresie ciężko było nam wydawać środki jedynie na rzeczy materialne, dlatego zaczęliśmy wysyłać dzieci na wakacje i wycieczki. Brakowało nam jednak elementu układanki, gdzie to wychowanek/ka decyduje o sobie, wprowadziliśmy wtedy “pomoc szytą na miarę” dzięki, której dzieci mogą  zgłaszać do nas potrzeby stawiające na samorozwój i te najbardziej potrzebne do spełnienia ich marzeń.

W 2017 trasa prowadziła do Noja przez przepiękny kraj Basków. Uroki północnego wybrzeża Hiszpanii urzekły wszystkie 530 ekip, które zebrały rekordową kwotę ponad  miliona stu tysięcy złotych, ale skoro jesteśmy już przy rekordach to kolejny rok przyniósł zarówno najwięcej uczestników (aż do niedawna) jak i pieniędzy!
836 ekip ubierało 1 866 050,13 zł w roku 2018.

Potem nie było wyjścia, trzeba było trochę ostudzić atmosferę. Wtedy z założenia planujemy  kolejną tak zwaną “zimną” edycję. Prowadząca do Irlandii 13 rad Złombol, mimo połowy załóg jak rok wcześniej, zebrał potężną kwotę i zyskał setki zakochanych w wyspach osób.

Kiedy z powodu pandemii świat stanął na głowie i my musieliśmy się  wycofać. Podróżowanie po świecie było ciężkie, obciążające i dla wielu osób niebezpieczne. W wielu przypadkach podróżujące po świecie osoby musiały zostać objęte kwarantanną, a koszty takich komplikacji były horrendalne. Zorganizowaliśmy wtedy “STAY IN THE CAR EDITION”, żeby ruszyć samochody z garażu choćby dookoła osiedla i nie dac o sobie zapomnieć. Duch charytatywności i Złombola przetrwał ten niepokojący czas, a odłożona o rok edycja do Turcji – Burhaniye zgromadziła 431 temów, które mogły zdecydować, czy przejadą całą trasę czy jedynie jej fragment.

Ze względu na dalej niepewną sytuację na świecie i uproszczoną formę podróżowania po Bałkanach 16 edycja wyruszyła do Albani wraz z 767 z950 zgłoszonych ekip, a jej wynik finansowy w postaci 2 997 962 złotych to najwyższa jak do tej pory kwota zebrana przez uczetników rajdu na pomoc dzieciom z domów dziecka.

Co przyniesie kolejny rok?

Na ten moment wiemy jedynie, że 01.07.2023  wyruszamy do Portugalii w najdłuższą z dotychczasowych tras Złombolu. Będzie to egzamin dla nowej formuły rajdu, po którym okaże się jaki los czeka całą organizację.

Złombol to wyjątkowa akcja charytatywna, która 100% zebranych środków przekazuje na deklarowany cel. Tu nikt nie zarabia, nie mamy żadnych bocznych kosztów, a uczestnicy muszą w własnym zakresie opłacić sobie koszty podróży, wyżywienia, noclegów oraz remontu samochodu.

Złombol to najlepszy na świecie zmotoryzowany rajd charytatywna, jednoczący ludzi którzy, aby wystartować muszą pozyskać darczyńców na kwotę minimum 2800 zł oferując im sprzedaż z powierzchni reklamowej na swoich pojazdach.

Za każdym razem zadając sobie pytanie „po co to robimy” i co jest naszym paliwem, jednoznacznie odpowiadamy sobie na to pytanie – CHARYTATYWNOŚĆ! Jedziemy dla dzieci z domów dziecka! Oczywiście mamy sentyment do pojazdów Złombolowych i na nasze niesamowite podróże i przygody, ale pod koniec dnia głównym napędem organizowania Złombolu jest chęć pomocy. Radość z pomagania i radość z działania z ludźmi którzy czują to samo co my – bo wielokrotnie podkreślacie, że „im Was więcej tym więcej pieniędzy i to jest najważniejsze”. My wychodzimy z założenia, że nie ilość a jakość zaangażowania się liczy.

Od siedemnastu lat staramy się polepszać standard życia dzieci z domów dziecka oraz poszerzać ich horyzonty wysyłając na wycieczki, wakacje oraz opłacając zajęcia/kursy dodatkowe, aby dać im lepsze widoki na życie i ułatwić start w dorosłość.

3manie kciuków to jedno – wspieranie naszej misji

Organizatorzy

Martyna Kinderman-Tetzlaff , lat 34. Katowiczanka po kulturoznawstwie.

Twardo trzyma się zasad i lepiej z nią nie zadzierać 😉 Nie można jasno określić czym się zajmuje w “Złombolu” bo jak sama twierdzi, nie ma takiej rzeczy, której by nie robiła. Nie chodzi tu bynajmniej o narcyzm, a o brak osób do podjęcia się tych zadań na zasadzie wolontariatu.

Marcin Tetzlaff lat 38. Ekonomista przekładający swoją wiedzę na organizację struktury przedsięwzięcia. Jego ulubiona lektura to mapy- potrafi tchnąć duszę w każdą trasę. Lubi handlować i negocjować czym od lat w skuteczny sposób działa na rzecz Złombolu. Dusza towarzystwa i pasjonat samochodów … nieelektrycznych 😉

Team Złombol składa się z wszystkich ludzi, którzy w bezinteresowny sposób pomagają akcji której jesteśmy pomysłodawcami . Dzięki nim rozwijamy się i możemy działać dalej.